piątek, 30 czerwca 2017

Rozdział 7

18 marca 2015r- Poniedziałek.
Po weekendzie nastał poniedziałek. Wstałam z łóżka obudzona przez budzik. Szybkim krokiem z bielizną oraz ubraniami na dzisiaj weszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam na siebie świeżą bieliznę oraz szary ciepły sweter, który pasował do czarnych jeansów. Włosy, które już troszkę podrosły przeczesałam grzebienie, następnie umyłam zęby oraz twarz. Pomalowałam także delikatnie oczy, coraz lepiej mi to idzie.
Wyszłam z łazienki po drodze z pokoju zabrałam swoją torbę z książkami. Zeszłam po cichu na dół nie chcąc,aby mnie ktoś usłyszał. Cały weekend myślałam o moim piątkowym spotkaniu z Niallem.
W kuchni już od samego rana siedziała moja matka.
-Witaj - powiedziałam lekko się uśmiechając. Spojrzała na mnie jedynie z wyższością po czym opuściła kuchnię. Zjadłam jogurt, a następnie spakowałam wodę do plecaka.
Wyszłam z domu szczelniej sie zakrywając kołnierzem swojego płaszczyka, gdyż dzisiaj bardzo wiało. Wsiadłam do autobusu siadając tam gdzie było wolne miejsce. Wychodząc z autobusu zostałam popchnięta na ziemię.
- Ups - powiedział jedynie Louis śmiejąc sie razem ze swoimi kumplami.
- Jesteś kutasem Lou - powiedział Niall popychając jego po czym podał mi rękę. Podziękowałam cicho po czym szybko ruszyłam do szkoły. Wow, a jednak miał rację, że chce sie zmienić.
---
Cały dzień był wyjątkowo spokojny, do czasu. Szłam właśnie w kierunku stołówki. Na przeciwko mnie szła Amber, oby zostawiła mnie w spokoju.
- Ups - powiedziała wylewając na mnie jogurt pitny. A jednak nie zostałam wysłuchana. Cała stołówka zaczęła się śmiać, wyszłam czym prędzej z sali idąc do łazienki, gdzie starałam sie zmyć jogurt z mojego swetra.Niestety plama została. Nie miałam ochoty już iść na stołówkę. Nie chcąc być zauważona poszłam do biblioteki, tam gdzie zawsze. Usiadłam na parapecie. Spojrzałam na ptaki fruwające za oknem. Wydawały się takie szczęśliwe, robiły to co chciały, jedynym słowem były WOLNE, czyli przeciwieństwo do mnie.
- Wszystko okej ?- zapytał nagle Niall, nie wiem nawet kiedy przyszedł.
- Kiedy przyszedłeś ?- zapytałam.
- Parę minut temu, lecz byłaś tak pochłonięta spoglądaniem za okno, że nawet nie zauważyłaś - upomniał mnie, siadając na przeciwko, także na parapecie.
- Na co spoglądasz ?- zapytał, gdy zauważył, że znowu przeniosłam wzrok na ptaki za oknem.
- Ptaki - odpowiedziałam jedynie. Blondyn także przeniósł na nie wzrok.
- Są takie wolne - kontynuowałam.
- Każdy jest wolny - odpowiedział.
- Ja nie jestem - odezwałam się.
- Jesteś tylko o tym nie wiesz - oznajmił.
- Jestem jak ptak w klatce, każdy chce się mną tylko bawić, wyrządzić mi krzywdę - wyraziłam opinię na swój własny temat. Niall jedynie westchnął.
- Zabiorę Ciebie gdzieś dzisiaj o 17 - oświadczył zeskakując z parapetu. Już po chwili jego nie było. Nawet nie pozwolił mi dokonać wyboru.
Po lekcjach wróciłam do domu. Pierw poszłam pod prysznic, musiałam zmyć krew we swoich kolan. Przed wejściem do autobusu w drodze powrotnej, Harry popchnął mnie na kamyki, na tyle mocno, że rozcięłam sobie kolano. Po prysznicu przykleiłam sobie plaster, który zawinęłam bandażem, rana nie wyglądała na małe draśnięcie. Ubrałam świeże czarne spodnie.

Założyłam ciemno szarą koszulkę na krótki rękaw, spód koszulki wsadziłam do spodniZałożyłam ciemno szarą koszulkę na krótki rękaw, spód koszulki wsadziłam do spodni. Bluzka nie była obcisła wiec, nie będzie widać mi moich fałdek. Ubrałam świeże skarpetki. Popryskałam się perfumami, wychodząc z łazienki. Zabrałam się od razu za odrabianie lekcji. Odrobiłam, lekcje które zadali nam dzisiaj. Było za 10 minut 17. Ubrałam na siebie jeszcze dużą szarą bluzę zapinaną na zamek. Telefon schowałam do kieszeni bluzy. Zeszłam powoli po schodach. Moje kolano piekło i to niemiłosiernie bardzo. Ubrałam białe trampki. W tym samym czasie co wyszłam z domu, Niall napisał mi SMS. Powoli szłam w kierunku jego samochodu. Wsiadłam do pojazdu na miejsce pasażera.
- Hej - przywitałam kulturalnie Nialla.
- Ślicznie wyglądasz - skomplementował mój ubiór blondyn. Moje policzki zaczerwieniły się. Chłopak jechał słuchając muzyki z radia. Miał na sobie czarną koszulkę na długi rękaw, zapinaną na 5 guzików od góry. Koszulka opinała jego umięśnioną klatkę piersiową. Niebieskie jeansy, które miał na sobie idealnie pasowały. Włosy miał tak jak zawsze ułożone, do góry.
- Już napatrzyłaś się ?- zaśmiał się
- Już napatrzyłaś się ?- zaśmiał się. Jeszcze bardziej zawstydziłam się.
- Przepraszam - szepnęłam cicho.
W radio leciała jedna z piosenek Plain White T's

This is the end of a really sad story ( To koniec naprawdę smutnej historii )
but don't feel bad for me ( Ale nie bądź na mnie zła )
I started out alone and in the end that's where I'll be ( Na początku byłem sam i na końcu też tak będę trwał )
back to start of a really sad story ( Powrót do początku naprawdę smutnej histor )
we don't live happily ( Nie będziemy żyć szczęśliwie )
I started out alone and in the end that's where I'll be ( Na początku byłęm sam i na końcu też tak będę trwał )
Wsłuchałam się w tekst. Tak jak w piosence nie będziemy żyć szczęśliwie. Ja i Niall nigdy nie będziemy, przyjaciółmi. Zawsze będziemy dla siebie obcymi ludźmi, po mimo jego '' zmiany'', w którą nie wierzę, nic nas nie będzie łączyć. Jego przyjaciele nie pozwolą, aby zadawał się z kimś takim jak ja.

- Jesteśmy na miejscu - powiedział blondyn, wyrywając mnie z moich rozmyśleń.
- Gdzie jesteśmy ?- zapytałam, gdy zauważyła, że jesteśmy w lesie.
- Zobaczysz - powiedział wysiadając z samochodu. Wysiadłam z samochodu, lecz się bała, że jest to jeden z kolejnych żartów szkolnej elity.
- Nie idę - powiedziałam cicho, lecz Niall to usłyszał.
- Dlaczego ?- zapytał.
- Może być to jeden z kolejnych żartów- odpowiedziałam. Nie chciałam, aby ludzie znowu się ze mnie śmiali, znaczy śmieją się ze mnie, wyzywają mnie, dokuczają codziennie, lecz nie chciałam aby do internetu wyciekł jakiś kolejny, kompromitujący mnie filmik.
- Pokażę Ci bardzo ładny widok - wyjaśnił. Westchnęłam idąc za nim powoli. Szliśmy lasem w górę. Szłam powoli przez bolące kolano.
- Co ci się stało w nogę ?- zapytał wskazując palcem.
- Jeden z twoich przyjaciół popchnął mnie na kamień, przez co rozcięłam sobie nogę, musiałam ją zabandażować - wyjaśniłam. Było mi trochę głupio, że naskarżyłam Niallowi na jednego z jego przyjaciół.
- Przykro mi - odpowiedział jedynie.
- Po skończeniu szkoły planujesz iść na studia ?- zapytał Niall starając podtrzymać rozmowę.
- Na pewno pójdę na studia, tylko czy na takie jakie będę chciała to nie wiem - odpowiedziałam.
- Masz jeszcze rok, może coś się zmieni - posłał współczujący uśmiech w moim kierunku.
- A ty masz jakieś plany ?- zapytałam.
- Myślałem nad studiami sportowymi, w końcu jestem na profilu sportowym - wytłumaczył.
- Na pewno Ci sie uda - chciałam, aby uwierzył w siebie.
- Jeszcze mamy czas, przed nami wakacje - powiedział szeroko się uśmiechając.
- Spójrz- powiedział chłopak, pokazując na widok Londynu.
- Jest pięknie - odpowiedziałam. Widok zapierał dech w piersiach. Z tej górki był widoczny cały Londyn.
- Lubię tutaj przychodzić - odezwał się nagle Niall siadając na jednym z 3 wielkich kamyków. Podeszłam do niego bliżej, także siadając na kamyku.
- Ładny widok - skomplementowałam znowu.
- Jest to odskocznia od całego, zabieganego miasta, od wszystkich fałszywych ludzi, cisza i spokój - kontynuował mówienie.
- Rozumiem - odpowiedziałam. Był szczęściarzem, mógł tutaj przyjeżdżać tyle razy ile chciał.
Siedzieliśmy w ciszy wpatrując się w widok. Obydwoje byliśmy pogrążeni we własnych myślach.
- Jedziemy, już prawie 19 ? - zaproponował. Pobladłam lekko, bo jeśli moi rodzice są w domu, jestem już martwa. Na samą myśl co może zrobić mój ojciec przeszedł po moim ciele dreszcz.
- Tak, wracajmy - odpowiedziałam. Schodząc z górki Niall zapytał się jedynie czy spodobał mi się widok, oraz czy nie będę chciała czasami z nim tutaj przyjeżdżać oraz, aby to miejsce było naszym tajemniczym miejsce, aby nikt się o nim nie wiedział. Powrotną stronę jazdy samochodem siedzieliśmy w ciszy.
- Pa - pożegnałam blondyna, szybko wysiadając z samochodu. Weszłam do domu, na całe szczęście nikogo nie było w domu. Ściągnęłam buty oraz wsadzi je do szafki. I właśnie w tym momencie na podjazd wjechał samochód mojego ojca. Pobiegłam szybko do swojego pokoju, zapalając światło oraz otwierając książki. Na całe szczęście nie musiałam, dzisiaj jeść kolacji z moim ojcem, bo matka została dłużej w pracy. Pouczyłam się oraz odrobiłam lekcje na jutrzejszy dzień. Wieczorem wzięłam prysznic zmieniając opatrunek. Położyłam się do łóżka cały czas myśląc o dzisiejszym dniu, oraz o stosunku Nialla do mojej osoby.

Buziole Wika Xx.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz