piątek, 30 czerwca 2017

Rozdział 5

11 marca 2015r - Poniedziałek.
Po usłyszeniu tego okropnego dźwięku, zwanego moim budzikiem, podniosłam swoje ciało z łóżka, od razu idąc do łazienki, w której wzięłam odświeżający prysznic. Ubrałam na siebie bieliznę następnie ubierając czarne obcisłe spodnie, które swoją droga już nie były takie obcisłe. Założyłam białą bokserkę, którą i tak zakryłam szarą bluzą. Rozczesałam moje i tak krótkie włosy, a następnie wyszłam z łazienki po drodze zabierając moją torbę z książkami. Weszłam do kuchni, w której siedziała moja matka.
-Usiądź na przeciwko mnie - powiedziała do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Co jest z tobą nie tak, gdzie popełniłam błąd ?- zapytała sie patrząc mi prosto w oczy.
-Nigdzie matko - wolałam nie zagłębiać sie w tym temacie. Westchnęła ona jedynie wychodząc z kuchni. Mogłam spokojnie podejść do lodówki, aby wyciągnąć z niej jogurt oraz butelkę wody. Jogurt zjadłam w domu za to wodę spakowałam do torby. Doszłam na przystanek, a następnie wsiadłam do autobusu. Zajęłam wolne miejsce.
Piekło pora zacząć. Już po drodze do szkoły w autobusie ludzie siedzący za mną zaczęli ciągnąć mnie za włosy, a także wyzywać. Wysiadłam z autobusu idąc jak najszybciej do swojej szafki po mimo wyzwisk ze strony innych osób,w moim kierunku. Zostawiłam połowę książek w szafce i czym prędzej ruszyłam do klasy.
-Oj nasza oferma chyba gdzieś sie śpieszy - powiedziała Amber po czym z całą szkolną elitą zaczęła sie śmiać.
-Zostaw ją, jej nawet własna matka nienawidzi - odezwał sie Niall przytulający Amber. Dlaczego on to powiedział ?
-Oferma - powiedzieli jedynie pozostali i odeszli popychając mnie na ziemię. Czyli siniaki z moich nóg, a zwłaszcza kolan nie planują zejść.
                                                                                 ---
Na przerwie obiadowej nawet nie szłam na stołówkę, chcąc sobie oszczędzić wyzwisk. Weszłam na dział najstarszych książek po czy usiadłam na parapecie, który swoją drogą był dość duży. Wyciągnęłam butelkę z wodą po czym w spokoju sie napiłam. Dzisiejszego dnia jeszcze nie wydarzyło, sie nic oprócz wyzwisk w moim kierunku, popychania mnie, zwalania moich rzeczy z ławki. Szczerze to mam dość już takiego traktowania, lecz nie mam wsparcia. Kiedyś to się zmieni. Moje przemyślenia przerwał mi głos blondyna.
-Więc tutaj jesteś na każdej dłuższej przerwie hm ?- zapytał  zwalając moje nogi przez co siedziałam oparta teraz o szybę.
-Rozwaliłaś sie tak na całym parapecie też chcę usiąść- powiedział siadając po chwili koło mnie na parapecie.
-Papierosa ?- zapytał z fajką w buzi. Pokręciłam jedynie zdegustowana głową.
-No tak, księżniczki nie palą, uh jaki ja głupi - powiedział sam do siebie ze śmiechem po czym odpalił papierosa.
-Nie będziesz sie do mnie odzywać ?- zapytał  wydmuchując na mnie dym.
-Nie mam o czym z Tobą rozmawiać - odpowiedziałam dość cicho wzruszając ramionami. Niall dość mocno mnie przerażał. Jego kolczyki po mimo, że miał tylko 3 widoczne w uchu, brwi oraz języku i tak dla mnie były dość dziwne i przerażające, tak samo jak jego widoczne tatuaże na rękach. Bałam sie jego gdyż dobrze wiem do czego jest on zdolny.
-Właśnie więc co ty na to, abyśmy razem gdzieś wyszli ?- zapytał  chłopak spoglądając na mnie.
-Nie wydaje mi sie, aby to był dobry pomysł - odpowiedziałam spoglądając na swoje zwisające nogi.
-Oh daj spokój, będzie fajnie - odpowiedział chcąc mnie zachęcić.
-Nie mam czasu, muszę sie uczyć - odpowiedziałam. Chłopak jedynie burknął coś pod nosem i spojrzał na mnie, gdy zeskoczyłam z parapetu.
-No tak, zapomniałem, nie możesz sie spóźnić na lekcję - odpowiedział po czym westchnął gasząc papierosa o parapet. Miałam go o to upomnieć, lecz sobie darowałam.
                                                                                ---
Najgorsza lekcja na świecie czyli w-f. Dziewczyny ze szkolnej elity postanowiły pociąć moje ubrania, przez co do domu musiałam wracać, w krótkich spodenkach oraz wygniecionej, brudnej koszulce od wychowania fizycznego, gdyż po drodze do autobusu zostałam wepchnięta w kałużę. Wysiadłam z autobusu czym prędzej, chcąc być w domu. Wbiegłam do swojego pokoju, rzucając torbę w na podłogę, a sama wbiegłam do łazienki, chcąc sie jak najszybciej umyć. Po prysznicu przebrałam sie w czarne leginsy oraz założyłam na długi rękaw szara bluzkę. Chciałam włosy spiąć w kitkę, lecz dalej były one za krótkie. Dzisiaj na szczęście moi rodzice byli dłużej w pracy, co mnie bardzo cieszyło, gdyż nie musiałam z nimi jeść wspólnego posiłku. Około 18 zeszłam na dół chcąc zrobić sobie kanapki, gdyż mój brzuch domagał sie jedzenia. Po zrobieniu, zjedzeniu, a także posprzątaniu po sobie wróciłam do pokoju, gdzie zajęłam sie lekcjami.

12 marca 2015r - Wtorek.
Dzisiejszy dzień jak każdy zaczęłam tak samo. Poranna toaleta, a następnie ubranie sie i poranna rozmowa z rodzicami. Lecz dzisiaj nie było jedynie, tej porannej rozmowy z czego bardzo sie cieszyłam.
Postanowiłam zjeść dzisiaj płatki na mleku. Po zjedzeniu, a także umyciu talerza po sobie, zapakowałam wodę do torby i wyszłam na autobus. Monotonnie wszyscy wyzywali mnie już w autobusie. Wyszłam z pojazdu idąc do szkoły. Jeden chłopak ze szkolnej elity Liam podłożył mi nogę przez co wywróciłam sie na schody. Mogę sie założyć, że mam rozciętą nogę. Wstałam po mimo okropnego bólu, przez który popłynęły mi łzy. Weszłam do klasy wycierając łzy swoją bluzą.
                                                                                ---
Dzisiejszy dzień jest okropny. Zostałam już popchnięta parę prazy, lecz jeden był zbyt mocny. Bardzo boli mnie nadgarstek, lecz muszę wytrzymać do końca lekcji. Jest przerwa obiadowa, ja siedzę w bibliotece i powtarzam sobie temat, na następną lekcje.
                                                                                ---
Po kolejnych dwóch lekcjach mogłam wrócić cała obolała do domu. Po wyjściu z autobusu na tyle ile mogłam, szłam szybko do domu. Weszłam od razu na drugie. Zamknęłam drzwi od mojego pokoju. Rzuciłam torbę na ziemię idąc do łazienki. Weszłam do kabiny chcąc zmyć bród z całego dnia. Nie wytrzymałam już, usiadłam na zimnych kafelkach pozwalając, aby woda razem z moim łzami spływała. Jestem zmęczona tym wszystkim. Sama nie wiem ile tak siedziałam, ale postanowiłam już wyjść. Wysuszyłam swoje ciało oraz przykleiłam plastry na kolana, gdyż były one rozwalone tak samo jak łokieć. Ubrałam bokserkę na siebie oraz luźne dresy. Weszłam do pokoju zabierając swoja torbę z ziemi. Zajęłam sie odrabianiem lekcji , a także uczeniem sie na jutrzejszy dzień. Usłyszałam nagle dzwonek. Zeszłam na tyle szybko ile mogłam. Otworzyłam drzwi sama nie dowierzając kto przed nimi stał.
Niall Horan proszę państwa.
- Hej - powiedział chłopak z cwaniackim uśmieszkiem.
- Hej - odpowiedziałam - Co ty tutaj robisz ?- zapytałam  za bardzo nie wiedząc.
- Mogę wejść ?- zapytał  chcąc wejść, lecz zatrzymałam go ręką, dobrze wiedząc, że zaraz będzie ojciec, a nie chciałabym znowu zostać okrzyczana.
- Okej - odpowiedział zmieszany - Porozmawiamy tutaj - dodał.
- To nie jest najlepszy pomysł, abyś tutaj był - powiedziałam dość cicho, lecz na tyle głośno, aby mnie usłyszał.
- Przejdę do rzeczy - powiedział - Chcę, abyś sie ze mną umówiła w piątek - powiedział prosto z mostu.
- Odmówię - powiedziałam - Mówiłam, że nie chcę - powiedziałam.
- Nie odejdę do puki sie nie zgodzisz - powiedział uparcie - A dobrze wiem, że zaraz będzie twój ojciec, chyba nie chcesz, aby ciebie zobaczył ze mną prawda ?- zapytał. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- Więc jak ?- zapytał.
- Proszę, na prawdę nie mam ochoty - odpowiedziałam.
- Nie pożałujesz - zapewnił mnie chłopak.
- Dobrze, tylko proszę idź już - odpowiedziałam, wiedząc że stąpam po kruchym lodzie.
- Do piątku - odpowiedział chłopak po czym zaczął sie oddalać do swojego samochodu.


Buziole Wika Xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz