11 marca 2015r - Poniedziałek.
Po usłyszeniu tego
okropnego dźwięku, zwanego moim budzikiem, podniosłam swoje ciało z
łóżka, od razu idąc do łazienki, w której wzięłam odświeżający prysznic.
Ubrałam na siebie bieliznę następnie ubierając czarne obcisłe
spodnie, które swoją droga już nie były takie obcisłe. Założyłam białą
bokserkę, którą i tak zakryłam szarą bluzą. Rozczesałam moje i tak
krótkie włosy, a następnie wyszłam z łazienki po drodze zabierając moją
torbę z książkami. Weszłam do kuchni, w której siedziała moja matka.
-Usiądź na przeciwko mnie - powiedziała do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-Co jest z tobą nie tak, gdzie popełniłam błąd ?- zapytała sie patrząc mi prosto w oczy.
-Nigdzie matko -
wolałam nie zagłębiać sie w tym temacie. Westchnęła ona jedynie
wychodząc z kuchni. Mogłam spokojnie podejść do lodówki, aby wyciągnąć z
niej jogurt oraz butelkę wody. Jogurt zjadłam w domu za to wodę
spakowałam do torby. Doszłam na przystanek, a następnie wsiadłam do
autobusu. Zajęłam wolne miejsce.
Piekło pora zacząć. Już
po drodze do szkoły w autobusie ludzie siedzący za mną zaczęli ciągnąć
mnie za włosy, a także wyzywać. Wysiadłam z autobusu idąc jak
najszybciej do swojej szafki po mimo wyzwisk ze strony innych osób,w
moim kierunku. Zostawiłam połowę książek w szafce i czym prędzej
ruszyłam do klasy.
-Oj nasza oferma chyba gdzieś sie śpieszy - powiedziała Amber po czym z całą szkolną elitą zaczęła sie śmiać.
-Zostaw ją, jej nawet własna matka nienawidzi - odezwał sie Niall przytulający Amber. Dlaczego on to powiedział ?
-Oferma -
powiedzieli jedynie pozostali i odeszli popychając mnie na ziemię.
Czyli siniaki z moich nóg, a zwłaszcza kolan nie planują zejść.
---
Na przerwie obiadowej
nawet nie szłam na stołówkę, chcąc sobie oszczędzić wyzwisk. Weszłam na
dział najstarszych książek po czy usiadłam na parapecie, który swoją
drogą był dość duży. Wyciągnęłam butelkę z wodą po czym w spokoju sie
napiłam. Dzisiejszego dnia jeszcze nie wydarzyło, sie nic oprócz
wyzwisk w moim kierunku, popychania mnie, zwalania moich rzeczy z
ławki. Szczerze to mam dość już takiego traktowania, lecz nie mam
wsparcia. Kiedyś to się zmieni. Moje przemyślenia przerwał mi głos
blondyna.
-Więc tutaj jesteś na każdej dłuższej przerwie hm ?- zapytał zwalając moje nogi przez co siedziałam oparta teraz o szybę.
-Rozwaliłaś sie tak na całym parapecie też chcę usiąść- powiedział siadając po chwili koło mnie na parapecie.
-Papierosa ?- zapytał z fajką w buzi. Pokręciłam jedynie zdegustowana głową.
-No tak, księżniczki nie palą, uh jaki ja głupi - powiedział sam do siebie ze śmiechem po czym odpalił papierosa.
-Nie będziesz sie do mnie odzywać ?- zapytał wydmuchując na mnie dym.
-Nie mam o czym z Tobą rozmawiać
- odpowiedziałam dość cicho wzruszając ramionami. Niall dość mocno
mnie przerażał. Jego kolczyki po mimo, że miał tylko 3 widoczne w uchu,
brwi oraz języku i tak dla mnie były dość dziwne i przerażające, tak
samo jak jego widoczne tatuaże na rękach. Bałam sie jego gdyż dobrze
wiem do czego jest on zdolny.
-Właśnie więc co ty na to, abyśmy razem gdzieś wyszli ?- zapytał chłopak spoglądając na mnie.
-Nie wydaje mi sie, aby to był dobry pomysł - odpowiedziałam spoglądając na swoje zwisające nogi.
-Oh daj spokój, będzie fajnie - odpowiedział chcąc mnie zachęcić.
-Nie mam czasu, muszę sie uczyć - odpowiedziałam. Chłopak jedynie burknął coś pod nosem i spojrzał na mnie, gdy zeskoczyłam z parapetu.
-No tak, zapomniałem, nie możesz sie spóźnić na lekcję - odpowiedział po czym westchnął gasząc papierosa o parapet. Miałam go o to upomnieć, lecz sobie darowałam.
---
Najgorsza lekcja na
świecie czyli w-f. Dziewczyny ze szkolnej elity postanowiły pociąć moje
ubrania, przez co do domu musiałam wracać, w krótkich spodenkach oraz
wygniecionej, brudnej koszulce od wychowania fizycznego, gdyż po drodze
do autobusu zostałam wepchnięta w kałużę. Wysiadłam z autobusu czym
prędzej, chcąc być w domu. Wbiegłam do swojego pokoju, rzucając torbę w
na podłogę, a sama wbiegłam do łazienki, chcąc sie jak najszybciej umyć.
Po prysznicu przebrałam sie w czarne leginsy oraz założyłam na długi
rękaw szara bluzkę. Chciałam włosy spiąć w kitkę, lecz dalej były one za
krótkie. Dzisiaj na szczęście moi rodzice byli dłużej w pracy, co mnie
bardzo cieszyło, gdyż nie musiałam z nimi jeść wspólnego posiłku. Około
18 zeszłam na dół chcąc zrobić sobie kanapki, gdyż mój brzuch domagał
sie jedzenia. Po zrobieniu, zjedzeniu, a także posprzątaniu po sobie
wróciłam do pokoju, gdzie zajęłam sie lekcjami.
12 marca 2015r - Wtorek.
Dzisiejszy dzień jak
każdy zaczęłam tak samo. Poranna toaleta, a następnie ubranie sie i
poranna rozmowa z rodzicami. Lecz dzisiaj nie było jedynie, tej
porannej rozmowy z czego bardzo sie cieszyłam.
Postanowiłam zjeść
dzisiaj płatki na mleku. Po zjedzeniu, a także umyciu talerza po sobie,
zapakowałam wodę do torby i wyszłam na autobus. Monotonnie wszyscy
wyzywali mnie już w autobusie. Wyszłam z pojazdu idąc do szkoły. Jeden
chłopak ze szkolnej elity Liam podłożył mi nogę przez co wywróciłam sie
na schody. Mogę sie założyć, że mam rozciętą nogę. Wstałam po mimo
okropnego bólu, przez który popłynęły mi łzy. Weszłam do klasy
wycierając łzy swoją bluzą.
---
Dzisiejszy dzień jest
okropny. Zostałam już popchnięta parę prazy, lecz jeden był zbyt mocny.
Bardzo boli mnie nadgarstek, lecz muszę wytrzymać do końca lekcji.
Jest przerwa obiadowa, ja siedzę w bibliotece i powtarzam sobie temat,
na następną lekcje.
---
Po kolejnych dwóch
lekcjach mogłam wrócić cała obolała do domu. Po wyjściu z autobusu na
tyle ile mogłam, szłam szybko do domu. Weszłam od razu na drugie.
Zamknęłam drzwi od mojego pokoju. Rzuciłam torbę na ziemię idąc do
łazienki. Weszłam do kabiny chcąc zmyć bród z całego dnia. Nie
wytrzymałam już, usiadłam na zimnych kafelkach pozwalając, aby woda
razem z moim łzami spływała. Jestem zmęczona tym wszystkim. Sama nie
wiem ile tak siedziałam, ale postanowiłam już wyjść. Wysuszyłam swoje
ciało oraz przykleiłam plastry na kolana, gdyż były one rozwalone tak
samo jak łokieć. Ubrałam bokserkę na siebie oraz luźne dresy. Weszłam
do pokoju zabierając swoja torbę z ziemi. Zajęłam sie odrabianiem
lekcji , a także uczeniem sie na jutrzejszy dzień. Usłyszałam nagle
dzwonek. Zeszłam na tyle szybko ile mogłam. Otworzyłam drzwi sama nie
dowierzając kto przed nimi stał.
Niall Horan proszę państwa.
- Hej - powiedział chłopak z cwaniackim uśmieszkiem.
- Hej - odpowiedziałam - Co ty tutaj robisz ?- zapytałam za bardzo nie wiedząc.
- Mogę wejść ?- zapytał
chcąc wejść, lecz zatrzymałam go ręką, dobrze wiedząc, że zaraz będzie
ojciec, a nie chciałabym znowu zostać okrzyczana.
- Okej - odpowiedział zmieszany - Porozmawiamy tutaj - dodał.
- To nie jest najlepszy pomysł, abyś tutaj był - powiedziałam dość cicho, lecz na tyle głośno, aby mnie usłyszał.
- Przejdę do rzeczy - powiedział - Chcę, abyś sie ze mną umówiła w piątek - powiedział prosto z mostu.
- Odmówię - powiedziałam - Mówiłam, że nie chcę - powiedziałam.
- Nie odejdę do puki sie nie zgodzisz - powiedział uparcie - A dobrze wiem, że zaraz będzie twój ojciec, chyba nie chcesz, aby ciebie zobaczył ze mną prawda ?- zapytał. Nie wiedziałam co mam zrobić.
- Więc jak ?- zapytał.
- Proszę, na prawdę nie mam ochoty - odpowiedziałam.
- Nie pożałujesz - zapewnił mnie chłopak.
- Dobrze, tylko proszę idź już - odpowiedziałam, wiedząc że stąpam po kruchym lodzie.
- Do piątku - odpowiedział chłopak po czym zaczął sie oddalać do swojego samochodu.
Buziole Wika Xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz